wtorek, 26 lutego 2013

Konferencja w Gdańsku: "Edukacja domowa jako alternatywa dla współczesnej szkoły"

Serdecznie zapraszamy na wyjątkową konferencję pt. "Edukacja domowa jako alternatywa dla współczesnej szkoły", która odbędzie się w Gdańsku 9 marca (sb) w Domu Technika NOT przy ul. Rajskiej 6 o godzinie 10.00.

Czy jest jakaś alternatywa dla rodziców, którzy szukają innych dróg edukacji własnych dzieci niż szkoła? Jakie są obecnie zapisy w polskim prawie dotyczące możliwości uczenia dzieci w domu? Czy rodzice są w stanie samodzielnie uczyć własne dzieci? Co z socjalizacją dzieci uczonych domowo? Co z wynikami egzaminów i dalszym etapem kształcenia? Jak współpracować ze szkołą?

Na te i inne pytania postaramy się odpowiedzieć dzięki zaproszonym mówcom, z których wszyscy mają doświadczenie w uczeniu swoich dzieci domowo: prawnik, pedagog, pastor, dyrektor szkolny, wykładowczyni akademicka (psycholog). Po wykładach zapraszamy na panel dyskusyjny z udziałem wykładowców i rodziców uczących domowo.

Wstęp na konferencję jest bezpłatny. W przerwach między wykładami zapraszamy na kawę, herbatę, ciasto, rozmowy.

Organizatorzy: Katolickie Stowarzyszenie "Civitas Christiana" (pomorski.civitaschristiana.pl) oraz Ewangeliczny Kościół Reformowany w Gdańsku (gdansk.reformacja.pl)


Szczegółowy plan wykładów i mówców poniżej (kliknij obrazek aby go powiększyć).



poniedziałek, 7 stycznia 2013

Rodzic nauczycielem


Ostatnia część rozmowy nt. edukacji domowej

8. Natalia Schiller: Jak odbywa się ocenianie w warunkach domowych - czy są sprawdziany, oceny itp.?

PB: Nasze dzieci corocznie zdają oficjalne egzaminy w szkole, do której są zapisane, na podstawie których ich wiedza jest weryfikowana i sprawdzana. Stanowi on podstawę promocji dziecka do następnej klasy. W trakcie roku szkolnego żona na bieżąco sprawdza poprawność ich nauki, postępy i rozwój w nauce. Nie ma ocen. Są nagrody za wykonanie pewnej części materiału (pieczenie babeczek, kino, KFC, nocleg u koleżanki itp.).

9. Czy nie mają Państwo problemu z łączeniem roli rodzica i nauczyciela? Mówi się, że pracy nie należy przenosić do domu, wiele osób ma też problem np. pracując ze współmałżonkiem. Czy to nie jest analogiczna sytuacja?

Nie. Edukację domową traktujemy jako coś normalnego. Dla nas jest to część naszego powołania rodzicielskiego więc nie oddzielamy bycia mamą czy tatą od bycia nauczycielem. Proszę zwrócić uwagę na to, że edukacja domowa przez osiemnaście stuleci naszej ery była naturalną i dość powszechną formą kształcenia. Upowszechnienie się w Europie publicznej i obowiązkowej szkoły przynosi dopiero wiek XIX. W 1825 r. w Prusach Wschodnich wszedł w życie przepis o powszechnym obowiązku szkolnym z powodu militarnej porażki Prus. Przyczyn dopatrywano się w niskim wyedukowaniu żołnierzy, na których spoczywał obowiązek ekspansji. Rodzice oddając dzieci do szkoły zobowiązani byli podpisać oświadczenie o „przejęciu” odpowiedzialności za edukację przez szkołę (państwo). Państwo wprowadziło więc w życie instytucję kulturowego przymusu, w której główna odpowiedzialność za edukację i wychowanie spoczywała na nauczycielu. Rodzic czuł się zwolniony z edukacyjnego obowiązku. Trudno oczywiście nie dostrzec tu związku z wzrastaniem idei państwa narodowego i szkoły jako miejsca budzenia narodowej tożsamości. My dziś, nie wiedzieć dlaczego, traktujemy zarówno przymusową, jak i państwową edukację i to jeszcze „szkolną” jako coś „normalnego”. My opowiadamy się za wolnością, ale i odpowiedzialnością w edukacji – prawie rodziców, obywateli do kształcenia dziecka zgodnie z własnym sumieniem i światopoglądem. Mówię oczywiście o poważnym podejściu do edukacji, nie zaś „edukacyjnej partyzantce”.


10. Czy dzieci Państwa są zadowolone ze swojego sposobu edukacji? Jak wypadają na semestralnych sprawdzianach? Jaki jest ich poziom w stosunku do tego, czego się razem uczycie?

Egzaminy jak do tej pory zdają bez problemu z dobrymi wynikami. Oby tak dalej. Natomiast sama edukacja domowa mimo wyzwań to przygoda dla całej naszej rodziny. Chyba największą trudnością jest dyscyplina. Z dyscypliną i entuzjazmem do rozpoczęcia lekcji było jednak podobnie gdy Zuzia chodziła do zerówki. "Nie chce mi się" dotyczyło wtedy wyjścia do szkoły, teraz niekiedy dotyczy siadania przy biurku. Tyle, że w domu łatwiej ją zachęcić, zaciekawić i kiedy już "połknie haczyk" potrafi spędzić na nauce więcej czasu niż od niej tego wymagamy. Dom jednak bardziej kojarzy się z zabawą niż nauką. Musieliśmy więc wymyślić system motywacji, który dla dziecka jest dość ważnym bodźcem do uczenia się. Szczególnie dla Janka, dla którego dużą inspiracją do działania są nowe wyzwania.


11. Do kiedy planuje pan edukację domową dzieci? Czy zakłada Pan w pewnym momencie przeniesienie ich do placówki, co ze studiami?

Nie wiemy jak długo będziemy uczyli dzieci w domu. Decyzję w tym względzie podejmujemy z roku na rok przed wakacjami. Jak do tej pory, dzięki Bogu, nie przyszło zniechęcenie ani do nas, ani do dzieci, a z wyników nauczania domowego jesteśmy bardzo zadowoleni. Oczywiście nie wykluczamy możliwości przeniesienia ich w przyszłości do szkoły gdy stwierdzimy, że nadszedł na to właściwy moment: np. gdy ocenimy, że szkoła jest w stanie zapewnić im lepszą edukację. Póki co taki czas jeszcze nie nadszedł. 

sobota, 5 stycznia 2013

Socjalizacja w edukacji domowej

Trzecia część rozmowy o edukacji domowej.

6. Natalia Schiller: Co z aspektem społecznym niechodzenia do szkoły - z iloma rówieśnikami i dorosłymi spotykają się Państwa dzieci i czy starają się Państwo to jakoś kompensować?

PB: Zwykle edukację domową prowadzą rodziny wielodzietne więc towarzystwo dzieci jest zagwarantowane. Po drugie wątpliwości budzi twierdzenie, że szkoła „uspołecznia” dzieci w odpowiedni sposób. Teoretycznie uczniom nie wolno rozmawiać podczas lekcji. Dziesięciominutowe przerwy to trochę mało czasu na zawieranie przyjaźni. Po trzecie: jak zauważył dr Marek Budajczak, mało naturalną socjalizacją jest przebywanie kilkudziesięciu osób w tym samym wieku, w tym samym czasie, w samym pomieszczeniu, które uczą się tych samych rzeczy w tym samym tempie. Socjalizacja klasy szkolnej to więc dość sztuczny twór, który w naturze nie występuje. W codziennych sytuacjach życiowych wchodzimy bowiem w interakcje z ludźmi w różnym wieku, różnym wykształceniu, w różnych okolicznościach. I takiej socjalizacji chcemy nasze uczyć. W naszej sytuacji widzimy jak korzystnie pod tym względem wyglądają kontakty naszych dzieci z kolegami i koleżankami na podwórku, uczestnictwo w chrześcijańskim skautingu Royal Rangers, wspólne wycieczki z rodzinami przyjaciół, zajęcia teatralne, plastyczne i muzyczne w Pałacu Młodzieży, noclegi u koleżanki lub sporty zespołowe. Dzieci tworząc grupy spotykają się, razem się bawią, uczą i robią wiele innych rzeczy. Jako rodzice bardziej świadomie wybieramy im, póki są małe, miejsca socjalizacji bo oczywiście nie lekceważymy tego aspektu wychowania. Jedną z nagród dla Zuzi jest np. nocleg u koleżanki albo koleżanki u niej. Koleżanki z osiedla naszej córki mówią do niej: Zuzia, ale masz fajnie, że uczysz się w domu, a znajomi rodzice pytają nas, jak to robimy, jak radzimy sobie z organizacją życia w domu. Jedno z małżeństw na naszym osiedlu ostatnio powiedziało nam, że też chcą spróbować. Zgłaszają się kolejne osoby i pytają jak zacząć.

7. Czy nie uznają Państwo za wartość szkoły pewnej polifoniczności? Niezależnie od merytorycznego przygotowania rodziców, które może być doskonałe, w szkole uczeń styka się z różnymi stylami nauczania, charakterami, sposobami myślenia. Uczy się też radzenia sobie ze stresem, którego w edukacji domowej pewnie nie ma za dużo? Czy uznają Państwo taki sposób myślenia?

Edukacja domowa przygotowuje dzieci do funkcjonowania właśnie w tego typu polifoniczności. Kształtujemy ich kręgosłup moralny, sposób myślenia, uczymy wiedzy o odmiennych stylach życia i myślenia aby świadomie mogły mówić o własnych przekonaniach, drodze, którą podążają, szacunku dla bliźnich wobec zajmowanego przez nich innego spojrzenia w pewnych sprawach. Zanim dziecko nauczy się biegać najpierw musi nauczyć sięchodzić. Jeśli chodzi o stres, to oczywiście pytanie dotyczy tego, co go powoduje. Jest stres, który jest całkiem normalnym i zdrowym objawem przez np. klasówką czy publicznym wystąpieniem. Istnieje jednak stres negatywny wiążący się z obawą przed poniżeniem, odrzuceniem czy wykluczeniem. Żaden rodzic świadomie nie dąży do zapewniania swojemu dziecku drugiego rodzaju stresu „by umiało sobie radzić w dorosłym życiu”. Każdemu rodzicowi zależy aby jego dziecko uczyło się w kontekście akceptacji, miłości i szacunku. Rzadko który rodzic chce aby jego dziecko uczęszczało do szkoły, która ma „złą opinię” aby uczyło się tam "odporności je na stres". Nie słyszałem by takie szkoły miały więcej chętnych niż renomowane licea. Stres w naszym kontekście pojawia się gdy nasze dzieci corocznie zdają oficjalne egzaminy w szkole, do której są zapisane. Na ich podstawie przekazana wiedza jest weryfikowana i sprawdzana. Stanowi on też podstawę promocji dziecka do następnej klasy. Nie wiem na ile są to stresujące chwile dla naszych dzieci. Pewnie trochę są. Na pewno większy stres przeżywają rodzice J W samym sposobie semestralnego lub rocznego egzaminowania staramy się też widzieć dobre strony, np. przygotowują one do radzenia sobie ze stresem podczas przyszłych egzaminów na studiach, które nie będą dla naszych dzieci żadną nowością. 

piątek, 4 stycznia 2013

Konferencja "Chrześcijański ojciec" w Gdańsku

Zapraszamy na konferencję dla mężczyzn 
(choć i panie są również mile widziane) pt. 

„CHRZEŚCIJAŃSKI OJCIEC”


KIEDY:  19 stycznia (sobota) 2013 r., godzina 11:00-14:30

GDZIE: Gdański Park Naukowo-Techniczny, ul. Trzy Lipy 3 (Gdańsk-Suchanino, w pobliżu Carrefoura). Sala 301 (3 piętro).

WYKŁADOWCA: pastor Paweł Bartosik – mąż, ojciec trójki dzieci, pastor, pedagog

OPŁATA KONFERENCYJNA: 10 złotych

W PROGRAMIE:
-         trzy wykłady z przerwami na kawę, herbatę, ciasto, rozmowy
-         czas dyskusji, pytań i odpowiedzi (po ostatnim wykładzie)
-         publikacje nt. ojcostwa, rodziny, małżeństwa, wychowania

Nie są wymagane wcześniejsze zgłoszenia, jednak informacja o uczestnictwie z kilkudniowym wyprzedzeniem będzie dla nas pomocna pod względem organizacyjnym. Zgłoszenia proszę kierować na email: gdansk@reformacja.pl

Organizatorem konferencji jest Ewangeliczny Kościół Reformowany w Gdańsku

czwartek, 3 stycznia 2013

Matematyka z 4-letnią Mają

Lekcja matematyki z moją 4-letnią Mają:

Ja: Kasia miała dwa Pet Shopy. Mama kupiła jej w prezencie kolejne dwa. Ile w sumie Kasia miała Pet Shopów?
Maja liczy na paluszkach i odpowiada: Cztery!
Ja: Bardzo dobrze! A teraz odejmowanie. Kasia bawiła się czterema Pet Shopami, ale zgubiła jednego. Ile teraz...
Maja: Tego od mamy czy poprzedniego?

Jak wygląda przeciętny dzień rodzica edukującego w domu?

Ciąg dalszy rozmowy o edukacji domowej.

4Jak wygląda przeciętny dzień rodzica edukującego w domu? Czy mają Państwo jakieś ramy czasowe, czy są odpowiedniki lekcji, harmonogram lekcji? Jakich pomocy naukowych Pan używa? Ile czasu dziennie dzieci poświęcają na naukę?

PB: Wychodzimy z założenia, że jeśli chce się osiągnąć jakiś cel, najlepiej jest ustalić sobie plan działania. Nauczaniem najczęściej zajmuje się żona. Lekcje zaczynają się codziennie po śniadaniu, tak by zdążyć wyjść na podwórko lub inną wyprawę około południa i zaprowadzić dzieci na zajęcia hobbystyczne np. w gdańskim Pałacu Młodzieży. Wiadomo, że kiedy dzieci uczą się w domu można być bardziej elastycznym, ale konieczna jest pewna organizacja, wytrwałość. Nie zrywamy się o świcie i jeśli dzieci potrzebują więcej snu zaczynamy dzień później. Rozpoczynamy dzień wspólną modlitwą o Boże błogosławieństwo na czas nauki oraz cały dzień. Żona czyta książkę, opowiadanie lub wiersz, a dzieci słuchają. Razem omawiany jest jakiś temat na podstawie tego tekstu i potem każde dziecko wykonuje związane z nim zadania na swoim poziomie. Najmłodsza Maja w tym czasie koloruje i wycina. Jeśli czymś się znudzi zawsze można zaproponować coś innego. Żona lubi zajęcia kiedy wszyscy siedzą przy kuchennym stole „zagraconym” farbami, plasteliną, klejami, nożyczkami, bibułami itp. i coś wspólne lepią, kleją, budują z papieru. Dzieci uwielbiają chodzić do biblioteki. Czasami same wybierają sobie książki, które ich interesują, np. baśnie. Zuzia lubi biografie. Chętnie wybierają też książki i czasopisma o sztuce z kolorowymi reprodukcjami obrazów – to daje nam pretekst do poprowadzenia lekcji np. o Paul’u Cezannne i impresjonizmie. Uwielbiają czytać i słuchać audiobooków, szczególnie „Opowieści z Narnii”, książki J. Verne’a. W Gdańsku istnieje dużo możliwości spędzenia z dziećmi czasu w twórczy, poznawczy sposób. Umawiamy się także z innymi rodzicami z trójmiasta i okolic, którzy uczą domowo, na wspólne wyjścia. Byliśmy już w Muzeum Historycznym Miasta Gdańska na lekcjach o rycerstwie, o Indianach, w ZOO, w Państwowej Galerii Sztuki w Sopocie na lekcji o malarstwie. Wykorzystujemy każdą wolną chwilę spędzoną razem. Kiedy jesteśmy w podróży opowiadamy dzieciom o krainach, które mijamy. Np. gdy jedziemy do Poznania mówimy: - Mijamy Gniezno. Kto założył to miasto? Po przyjeździe na miejsce rozłożyliśmy mapę i dzieci palcem po mapie pokazywały trasę, którą przejechały. Gdy żona idzie z dziećmi na spacer do lasu, też wyznaczają sobie jakiś cel np. szukanie gniazda szpaka. Biorą lornetkę, aparat fotograficzny i czają się. Oczywiście nauka dzieci w domu to też okazja dla nas do dokształcania się. Przed taką wycieczką do lasu, żona mówiła, że sama musiała nauczyć się gatunków ptaków, żyjących w naszych lasach. Latem zeszłego roku obejrzeliśmy inscenizację historyczną – bitwę o Twierdzę Wisłoujście. To był oczywiście pretekst do opowiedzenia dzieciom o tym wydarzeniu i o tym, jak wyglądało życie w Polsce w tamtym okresie. Rzadko kiedy mówimy Zuzia, napisz wypracowanie, ale: napisz list do swoich koleżanek, o tym co widziałaś na Wisłoujściu. Jest to dla córki forma wypracowania, a robi to bardzo chętnie. Innym sposobem jest zapisywanie np. relacji z wizyty w muzeum w pamiętniku. Zajęcia sportowe organizujemy na zewnątrz. Zimą jeździmy na sankach i na łyżwach. Latem na rowerach, na rolkach. Oprócz tego Zuzia chodzi na basen.

5. Czy Państwo, jako rodzice, uczą dzieci wszystkich przedmiotów? Co z takimi dziedzinami, jak muzyka, języki obce czy po prostu przedmioty, z których nie czują się Państwo mocni? (Zakładam, że każdy ma jakieś braki ze szkoły, jak to się nadrabia?)

PB: Uczymy dzieci wszystkich przedmiotów na poziomie nauki wczesnoszkolnej. Póki co nie są to dla nas zbyt trudne rzeczy byśmy nie byli w stanie ich nauczać. Jeśli chodzi o muzykę to ja uczę gry na gitarze (planuję jeszcze keyboard, ale sam muszę się podszkolić) i umuzykalnienia poprzez wspólne słuchanie różnych gatunków muzycznych. Mam sporą kolekcję płyt i kaset więc muzyka jest stale obecna w naszym domu. Chętnie zabieram je na koncerty. Byliśmy już razem na koncercie Chóru Gospel, Arce Noego, Kulcie, Maleo Reggae Rockers itp. Bardzo lubią muzykę reggae. Od tego roku Zuzię i Janka zapisaliśmy na naukę gry na perkusji w Pałacu Młodzieży. Żona uczy dzieci języka angielskiego. Skończyła lingwistykę stosowaną na Uniwersytecie Warszawskim i robi to świetnie. 

cdn.

środa, 2 stycznia 2013

Rozmowa o edukacji domowej cz.1.

Jakiś czas temu zgłosiła się do mnie pani Natalia Schiller, która zadała kilka pytań dla magazynu Glamour na temat edukacji domowej. Z powodu obszerności tematu nie wszystko ukaże się drukiem. Na moim blogu, za zgodą pani N. Schiller, publikuję całość wywiadu, dla osób zainteresowanych tematem (w 3-4 częściach).

1.  Dlaczego zdecydowali się Państwo na edukację domową dzieci? Zadecydowały kwestie ideologiczne, merytoryczne, systemowe czy coś całkiem innego?

Po pierwsze zadecydowały kwestie pedagogiczne czyli przekonanie o skuteczności tej formy edukacji, co jak do tej pory znakomicie się sprawdza w przypadku naszych dzieci. Po drugie – kwestie światopoglądowe: będąc z żoną przekonani, że jako rodzice powinniśmy nie tylko zapewniać dzieciom wyżywienie, zabawę i nocleg czujemy się również odpowiedzialni za ichedukację i wychowanie. Jako pastor i pedagog jestem świadom tego, że nie istnieje coś takiego jak neutralność światopoglądowa w edukacji. Roger Scruton stwierdził, że istotą dyskusji o edukacji jest to, jakich wartości należy nauczać i jakimi metodami. Zatem nie mówimy o porostu „o edukacji”. Zawsze mówimy o określonej edukacji, która jest wyrazem określonego poglądu na świat, jak zauważył Gilbert Chesterton: „Każdy rodzaj edukacji prezentuje określoną filozofię. Jeśli nie przez dogmat, to przez sugestię, implikację, atmosferę”. Zatem każdy rodzaj edukacji jest przekazem o charakterze światopoglądowym. Zwykle nie zauważamy, że sam wystrój sali, ustawienie krzeseł uczniów i nauczyciela, symbole znajdujące już w klasie lub budynku szkolnym (bądź ich brak) są wyrazem określonego światopoglądu. Wraz z żoną stwierdziliśmy, że chcemy wziąć ciężar edukacji na własne barki jednocześnie korzystając z wybranych przez nas form edukacji, zajęć oferowanych przez szkołę, muzea, Pałac Młodzieży, zbiórki skautowskie itp.

2. Czy uważa Pan, że niewydolna jest w szczególności polska szkoła czy chybiony - system edukacji w ogóle?

Nasza decyzja o uczeniu domowym nie jest wynikiem jakiejś kontestacji szkoły i systemu edukacji. Nie chcemy palić za sobą mostów. Po prostu stwierdziliśmy, że na obecnym etapie nauki wczesnoszkolnej chcemy i jesteśmy w stanie kształtować ich myślenie, kręgosłup moralny, dbać o kontakty z rówieśnikami. Polska szkoła i system edukacji oczywiście borykają się z wieloma problemami, które, mam wrażenie, że często same generują. Edukacja domowa również wiąże się z wieloma wyzwaniami. Istniejące problemy powinny jednak nasuwać pytania o edukację, m.in.: czy powinien istnieć odgórnie istniejący, jeden, obowiązkowy program nauczania, utrwalający określone spojrzenie na świat, historię? Co jakiś czas toczy się wszak publiczna dyskusja o tym jakie lektury, promujące jakie wartości powinny czytać wszystkie polskie dzieci, jakich wydarzeń uczyć, a jakie pomijać w nauczaniu historii, w jaki sposób ją interpretować? To wszystko oczywiście zależne jest od linii ideowej twórców programu.Nie zapominajmy, że kształt systemu szkolnictwa, sposób finansowania szkolnictwa, ogólne cele i wizje programowe edukacji są w przeważającym stopniu decyzjami politycznymi, nie zaś pedagogicznymi. M. in. z tego powodu wielu teoretyków i praktyków edukacyjnych, rodziców dąży do przełamania monopolu edukacyjnego państwa argumentując, że monopolizacja jest zła w każdym systemie. Uważam, że wolność i różnorodność lepiej służy edukacji niż przymus i jeden, odgórnie narzucony program.

3. Czy wszystkie Państwa dzieci są w ten sposób edukowane i czy od samego początku edukacji? Ile lat mają obecnie?

Najstarsza córka Zuzia (9 lat) jest obecnie w trzeciej klasie, syn Janek (7 lat) w pierwszej. Oboje są uczeni domowo. Nasza najmłodsza córka Maja ma 4,5 roku. Również ją chcemy uczyć w trybie "homeschoolingu". Parasolem dla naszej edukacji i jednostką egzaminującą postępy w nauce naszych dzieci jest Chrześcijańska Szkoła Podstawowa im. Króla Dawida w Poznaniu, którą polecam pod rozwagę wszystkim rodzicom chcącym uczyć domowo swoje dzieci. Bardzo sobie chwalimy współpracę z dyrekcją i nauczycielami. 

cdn.

wtorek, 11 grudnia 2012

Ruszyła akcja SwietaBezSzopki.pl


Zapraszam do odwiedzenia strony corocznej świątecznej akcji pt. "Święta Bez Szopki" - www.SwietaBezSzopki.pl

Jest to zainicjowana przeze mnie ogólnopolska akcja świąteczna, w której przede wszystkim chodzi o szopkę w wyrażaną w naszej postawie. Szopkę możemy w domu postawić, ale i możemy ją... odstawić! Zachęcam do pierwszego ponieważ odstawianie szopki w Święta to...obciach! ;-)

Zapraszam do:
- odwiedzania strony i komentowania na dole
- "polubienia" profilu strony na Facebooku
- informowania o akcji znajomych

wtorek, 4 grudnia 2012

Artykuł w "Chwili na zimę"

W ilustrowanym magazynie "Chwila na zimę" (wydanie specjalne "Chwili dla Ciebie") ukazał się artykuł o naszej rodzinie w kontekście prowadzonej przez nas edukacji domowej. Właściwie jest to opowieść Joli na ten temat. Mimo naszej autoryzacji są w nim pewne przebarwienia lub nieścisłości np. że "poznaliśmy się podczas majówki młodzieży chrześcijańskiej", prowadzę "muzyczny zespół przy parafii" lub, że "pierwszy raz usłyszeliśmy o homeschoolingu w USA". Mimo tego być może artykuł kogoś zainspiruje do refleksji nad tą drogą edukacji, do czego zachęcamy i służymy wsparciem.













czwartek, 22 listopada 2012

Ojcowie, jesteśmy ekranami

Kiedy mówimy o ojcostwie to nie mówimy o czymś co jest jakimśdodatkiem, bonusem do naszego powołania. Bóg nie jest Ojcem niejako przy okazji. Nie jest Ojcem po godzinach pracy. Ojcostwo należy istoty Boga, co oznacza, że kiedy Bóg nazywa nas „ojcami” to robi coś niesamowicie ważnego dla naszej tożsamości. Określa nasze powołanie poprzez to kim jest On sam.

Apostoł Paweł napisał Efezjanom: Dlatego zginam kolana moje przed Ojcem, od którego wszelkie ojcostwo na niebie i na ziemi bierze swoje imię. (Efezjan 3:14-15).

Nie mówimy więc o Bogu jako o Ojcu ponieważ mamy jakiś niezależny, własny wzorzec męskości, ojcostwa tu na ziemi i odnosimy go do Boga w niebie. Jest odwrotnie. Nazywamy Go Ojcem, a nie Matką lub Pierwszą Przyczyną ponieważ takim nam się objawił, tak nam się przedstawił.

Czyli to nie mężczyzna jest źródłem męstwa. Raczej jako mężczyźni nosimy na sobie męstwo, które ma źródło w Bogu. Zatem jesteśmy ekranami męstwa, a nie projektorami. Nie tworzymy definicji męskości, ale uczymy się jej od Boga. Na nas Bóg chce wyświetlać charakter swojego ojcostwa. Mamy odbijać Jego cechy w nas. Zauważmy więc, że jako ojcowie mamy niesamowity przywilej uczestniczenia w tym co czyni Bóg Ojciec względem swego stworzenia! To nadzwyczajna rzecz, że będąc ojcami możemy naśladować Boga jako Ojca, rozmieć Boga lepiej jako Ojca, poznawać Go jako Ojca. I wnosić istotę Jego ojcostwa do naszych rodzin!

Biblia naucza, że cały świat jest Bożą wystawą i obrazuje charakter Boga. Niebiosa ogłaszają Jego dzieła – Ps 19:1-6, wszelkiej stworzenie objawia Boga – Rzym 1:19-20. Wszystko w pewien sposób objawia Go i wszystko wokół coś nam mówi na temat Jego chwały, boskości, cech.

Dlatego chcąc zrozumieć na czym polega ojcostwo, co to znaczy być chrześcijańskim ojcem musimy zacząć od podstaw, od początku. Dlatego, że idea ojcostwa nie bierze się z próżni. Nie wynika z faktu, że ktoś akurat tym słowem zechciał opisać naszą rolę jako twardzieli, mężczyzn płodzących dzieci. 

Kiedy więc pytasz się: co to znaczy być dobrym ojcem? Jakim ojcem mam być? – nie powinieneś zaczynać od końca, ale od początku. Od tego kim jest i jaki jest Niebiański Ojciec. 

Kto naucza twoje dzieci?

Jeśli nie nauczysz dziecka, że umarli mogą powstawać z martwych to ktoś nauczy ich, że takie rzeczy nie mają miejsca w świecie, że to jest po prostu niemożliwe. 

Jeśli nie nauczysz, ich, że Bóg wyprowadził naszych ojców z Egiptu to ktoś nauczy je, że nasi przodkowie zeszli z drzew gdzieś w Afryce (D.Wilson). 

Jeśli nie nauczysz dziecka, że autorem małżeństwa jest Bóg oraz że jest ono miłosnym przymierzem jednego mężczyzny i jednej kobiety wówczas ktoś inny nauczy je, że małżeństwo to jedynie społeczna umowa i tak jak czasy się zmieniają, tak samo zmieniają się umowy. Dlatego można majstrować przy ilości oraz płci osób, które chcą je zawierać.

piątek, 2 listopada 2012

Jak walczyć ze smokami czyli o wychowaniu

Moje dzieci uwielbiają gdy czytam im "Opowieści z Narnii". Dobrze znają np. historię Eustachego, który w części "Podróż Wędrowca do Świtu" zamienił się w smoka ponieważ nic o życiu smoków nie czytał . Wolał książki "o eksporcie oraz imporcie" dlatego nie znał dobrze świata. Nie wiedział w jaki sposób może ochronić siebie od bycia smokiem i zachowywania się jak on.

Znaczna część edukacji, którą nabywa wiele dzieci pomija aspekt życia smoków, a skupia się na imporcie węgla brunatnego w Ameryce Południowej. Niekiedy mojemu synowi mówię: "Miałeś bronić swoje siostry przed smokiem, a sam się nim stałeś. Musisz przestać nim być. Grzech to smok w twoim sercu. Czy wiesz kto przyszedł go zabić?". "Jezus".

Dzieci dobrze wiedzą to, o czym nie wie wielu dorosłych - że smoki istnieją. Dlatego uczymy je na temat ich pożywienia, z których najbardziej smakowitym kąskiem jest nasz charakter oraz serce. W kształtowaniu chrześcijańskiego charakteru naszych dzieci nie chodzi zatem o to by chronić je przed ciemnością i jaskiniami, ale o to jak mają zabijać smoki gdy jakiś będzie na widoku. Ich najczęstsze imiona to Pycha, Chciwość, Nieposłuszeństwo, Kłamstwo i Kłótnia. Sztuka przygotowania dziecka do życia w świecie polega na uczeniu ścinania im łbów. Gdy Duch Święty zstąpił na Dawida ściął głowę jednego z nich o imieniu Goliat.

G.K. Chesterton powiedział: "Książka bez czarnego charakteru jest złą książką". Zgadzam się z tym. Aby powieść, film, baśń były dobre muszą mieć w sobie cechy ewangelii, która jest opowieścią o Wielkim Wojowniku niszczącym łeb smoka by uwolnić spod jego panowania Oblubienicę. Zakończenie wszyscy znamy: "wzięli ślub i żyli długo i szczęśliwie". Ewangelia to opowieść z happy endem i wzorzec dla większości baśni, które znamy i kochamy. W każdym z nas jest gdzieś ta ukryta tęsknota do takiego zakończenia historii naszego życia. Dlaczego więc jeszcze nie wstąpiłeś do armii Króla?

Jako rodzice powinniśmy szukać historii dobrze opowiedzianych. Wielu z nas lubi np. "Władcę Pierścieni" ponieważ uczy wielu prawd o świecie, ludzkim charakterze i nt. znaczenia naszych powołań:
- "cokolwiek zobaczycie za tą bramą - pozostańcie na swoich stanowiskach" - pouczał Gandalf
- mówimy dzieciom: nie zachowuj się jak Gollum na widok Pierścienia
- bądź szlachetny i odważny jak Aragorn
- nie musisz zachowywać się jak ork by walczyć z orkami
- kochaj, bądź lojalny i gotowy do poświęceń wobec przyjaciół jak Sam wobec Frodo

Sami musimy się tego wszystkiego uczyć ponieważ jest ogromna różnica między zgrzybiałym konserwatystą, który nie ma ochoty się podnieść znad klawiatury (bo ktoś w internecie się z nim nie zgadza), a radosnym wojownikiem naśladującym Chrystusa w jego męstwie, szlachetności i miłości. Podobnie jest różnica między lekkomyślnym i w ostateczności obojętnym wobec lwa Aslana karłem, który swą bierność tłumaczy głupawym "karły należą do karłów" (dlatego nie biorą udziału w bitwie Narnijczyków z Kalormeńczykami), a Piotrem z wyciągniętym mieczem i okrzykiem "za Narnię!".

Wraz z żoną zwracamy uwagę na trzy aspekty w wychowywaniu naszych dzieci:
- poprzez nauczanie - kiedy przekazujemy formalne instrukcje podczas nauczania domowego, jazdy samochodem, wycieczki do lasu, wspólnych gier czy podczas codziennej rodzinnej społeczności przy czytaniu Biblii
- poprzez osobisty przykład - pamiętając, że dzieci widzą więcej niż słyszą.
- poprzez modlitwę - codziennie w gronie rodziny, w indywidualnych modlitwach oraz w kościele

Jako chrześcijańscy rodzice starajmy się pamiętać, że pracujemy w "blasku wiecznych rezultatów" (C. Van Til) dlatego nawet jeśli nikt nie widzi naszych wysiłków - dostrzega je Bóg. Każdy ugotowany posiłek, każda zmieniona pielucha, każda uprana koszula, wymienione koło dziecięcego rowerka, dobrze opowiedziana  historia ma znaczenie. Bóg widzi nasz wysiłek. I docenia go.

O ojcostwie w Malborku

Tu mam mieć dwa wykłady na temat ojcostwa. Zapraszam. 


sobota, 20 października 2012

Dlaczego chłopcy wolą czytać Harry'ego Pottera niż Biblię?

"Kiedy uczycie chłopców, nie unikajcie odrażających fragmentów Biblii. Stary Testament przedstawia sceny, w których ucinane są głowy, kołek namiotowy zostaje komuś wbity w skroń, a miecz zostaje zatopiony po rękojeść w ciele tłustego króla. Podejrzewam, że Bóg umieścił te wszystkie opowieści w Starym Testamencie specjalnie dla dorastających chłopców. Mimo to, wielu katechetów omija te fragmenty ze względu na ich nadmierną brutalność, a potem zastanawiamy się, dlaczego chłopcy wolą czytać Harry'ego Pottera niż Biblię".

David Murrow, Mężczyźni nienawidzą chodzić do kościoła

sobota, 13 października 2012

Polski z mamą, matematyka z tatą

W dzisiejszej Rzeczpospolitej ukazał się artykuł o edukacji domowej.

"Wykształcenie swoich dzieci biorą we własne ręce. Lekcje organizują przy domowym stole albo w plenerze. Na szkołach się zawiedli albo uważają, że nikt lepiej od nich nie wychowa pociech
Jesteśmy dobrych 20 kilometrów za miastem. Dom pod lasem, na maszcie powiewa polska flaga, na podwórku skubią trawę konie. W salonie ciepło od rozpalonego właśnie kominka, na parapetach dojrzewają zerwane w ogrodzie malinowe pomidory. Przy dużym stole stos podręczników. Tym razem do matematyki. Lekcji słuchają dziesięcioletni Janek, ośmioletnia Klara i sześcioletnia Łucja".

Fragment artykułu także w internetowej wersji Rzepy.