Tu mam mieć dwa wykłady na temat ojcostwa. Zapraszam.
piątek, 2 listopada 2012
sobota, 20 października 2012
Dlaczego chłopcy wolą czytać Harry'ego Pottera niż Biblię?
"Kiedy uczycie chłopców, nie unikajcie odrażających fragmentów Biblii.
Stary Testament przedstawia sceny, w których ucinane są głowy, kołek
namiotowy zostaje komuś wbity w skroń, a miecz zostaje zatopiony po
rękojeść w ciele tłustego króla. Podejrzewam, że Bóg umieścił te
wszystkie opowieści w Starym Testamencie specjalnie dla dorastających
chłopców. Mimo to, wielu katechetów omija te fragmenty ze względu na ich
nadmierną brutalność, a potem zastanawiamy się, dlaczego chłopcy wolą
czytać Harry'ego Pottera niż Biblię".
David Murrow, Mężczyźni nienawidzą chodzić do kościoła
David Murrow, Mężczyźni nienawidzą chodzić do kościoła
sobota, 13 października 2012
Polski z mamą, matematyka z tatą
W dzisiejszej Rzeczpospolitej ukazał się artykuł o edukacji domowej.
Fragment artykułu także w internetowej wersji Rzepy.
"Wykształcenie
swoich dzieci biorą we własne ręce.
Lekcje organizują przy domowym stole albo
w plenerze. Na szkołach
się zawiedli
albo uważają,
że nikt lepiej od nich
nie wychowa
pociech
Jesteśmy dobrych 20 kilometrów za miastem. Dom pod lasem, na maszcie
powiewa polska flaga, na podwórku skubią trawę konie. W salonie ciepło
od rozpalonego właśnie kominka, na parapetach dojrzewają zerwane
w ogrodzie malinowe pomidory. Przy dużym stole stos podręczników. Tym
razem do matematyki. Lekcji słuchają dziesięcioletni Janek, ośmioletnia
Klara i sześcioletnia Łucja".Fragment artykułu także w internetowej wersji Rzepy.
wtorek, 17 lipca 2012
Konstytucja USA o edukacji
Pytanie za 426 punktów: co Konstytucja Stanów Zjednoczonych mówi nt. edukacji? Odpowiedź brzmi: nic!
Autorzy konstytucji dobrze rozumieli, że w wolnym społeczeństwie konsensus w sprawie edukacji jest niemożliwy. Chodzi tu bowiem o to czego uczymy i w jaki sposób. W prawdziwej demokracji i wolnym kraju nie zabiega się o tego typu regulacje rządowe.
Autorzy konstytucji dobrze rozumieli, że w wolnym społeczeństwie konsensus w sprawie edukacji jest niemożliwy. Chodzi tu bowiem o to czego uczymy i w jaki sposób. W prawdziwej demokracji i wolnym kraju nie zabiega się o tego typu regulacje rządowe.
sobota, 14 lipca 2012
Edukacja domowa - Jolanta Bartosik
Dziś artykuł mojej żony sprzed 9 lat:
Hasło „edukacja domowa” ciągle niewiele mówi ludziom w Polsce. Kojarzy się z nauczaniem indywidualnym, kiedy nauczyciel przychodzi do domu chorego dziecka, albo z korepetycjami, na które dzieciaki zwykle spieszą po zajęciach w szkole.
Tymczasem chodzi o coś zupełnie innego, a mianowicie o zupełne zastąpienie lekcji prowadzonych w szkole przez nauczycieli lekcjami w domu, prowadzonymi przez rodziców ucznia. Dla ucha przeciętnego obywatela brzmi to jak karygodne i krzywdzące izolowanie dziecka od społeczeństwa i skazywanie go na ograniczony rozwój pod nadzorem niezbyt utalentowanych rodziców. Muszę przyznać, że właśnie takie były moje pierwsze odczucia, kiedy dowiedziałam się, że dzieci pastora mojego pierwszego zboru w Warszawie nie chodziły do szkoły. Teraz wiem na ten temat więcej i muszę przyznać, że diametralnie zmieniłam zdanie.
Piszę ten artykuł dla tych, którzy też już trochę na ten temat wiedzą i myślą o nauczaniu własnych dzieci, ale również dla tych, którzy nie są przekonani do edukacji domowej, nie mając argumentów merytorycznych, a jedynie emocjonalne uprzedzenia wobec rzeczy nowej.
Ten artykuł jest streszczeniem tego co można było usłyszeć na niedawnej konferencji o edukacji domowej, która miała miejsce 11.X.2003. w Poznaniu w kaplicy Kościoła Ewangelicznego „Agape”. Głównym mówcą był dr Marek Budajczak z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu, z wydziału pedagogicznego, prekursor edukacji domowej w Polsce (od kilku lat uczy własne dzieci), autor książki „Edukacja domowa” (zainteresowanym możemy ją pożyczyć).
Swoją „kampanię” na rzecz edukacji domowej przedstawię w kilku punktach, skupiając się głównie na obalaniu argumentów wynikających z całkiem oczywistych obaw rodziców takich jak: wyniki ich dzieci na tle tych uczących się w szkole, możliwości pedagogiczne przeciętnego rodzica, rozwój społeczny dzieci itp.
Wyniki
Wszystkie statystyki (prowadzone w USA, gdyż tam ruch edukacji domowej jest najbardziej rozwinięty) potwierdzają, że dzieci nauczane w domu, przez własnych rodziców mają średnio 15-30% wyższe osiągnięcia niż dzieci ze szkół publicznych. Również dzieci z Polski (w tej chwili kilkanaścioro) wygrywają olimpiady i konkursy pokonując dzieci z państwowych szkół. Najlepsze uczelnie typu Harvard oraz armia amerykańska najchętniej wybierają dzieci po edukacji domowej, gdyż są najbardziej zdyscyplinowane, samodzielne, potrafią się uczyć i wyszukiwać informacje. Co więcej, dzieci uczące się w domach często pomagają w nauce tym, które chodzą do zwykłych szkół. Ciekawostką jest fakt, że wiele sławnych osób, które w dzieciństwie uznano za nadpobudliwe w rozwoju psycho-ruchowym albo miały dysleksje i w związku z tym nie radziły sobie w szkole, były w rezultacie nauczane w domu. Byli to między innymi Tomasz Edison, Piotr Curie, Winston Churchill, Charlie Chaplin oraz wiele innych sław, które sklasyfikowano jako dzieci upośledzone! O pozytywnych skutkach takiej edukacji decyduje fakt, że nauczają sami rodzice.
Wykształcenie rodziców
W Stanach zjednoczonych 1/3 rodziców uczących dzieci w domach nie ma wyższego wykształcenia, a mimo to ich dzieci osiągają te same wyniki co dzieci ludzi wykształconych. Przyczyna takiego stanu rzeczy tkwi w motywacji rodziców do rozwijania umiejętności swoich dzieci i od tej właśnie motywacji, a nie wykształcenia uzależnione są wyniki ich pociech.
Dojrzałość społeczna
Najczęściej słyszy się obawy, że dziecko nauczane w domu nie ma możliwości rozwoju społecznego. Zarzuca się tu, że dzieci nie mają kontaktu z rówieśnikami i potem mają problemy z funkcjonowaniem w grupie. Tymczasem okazuje się, że dzieci nauczane przez rodziców mają o wiele większe możliwości poznawania nowych osób i spędzania z nimi czasu prowadzącego do nawiązania prawdziwych więzi. Dzieje się tak dlatego, gdyż dzieci w szkole są niejako skazane na to samo towarzystwo przez okres nauki w szkole, przy czym przyjaźnie ze szkolnej ławy są raczej rzadkością, bo dzieci spędzają tam czas słuchając nauczyciela, a nie na poznawaniu siebie nawzajem. Poza tym dzieci nauczane przez rodziców najczęściej grają w zespołach sportowych, muzycznych, biorą udział w zajęciach plastycznych czy innych organizowanych przez domy kultury, czy też w ramach kooperatywów rodzinnych (rodziny zbierają się w poszczególnych domach na różne przedmioty, co nie czyni z tej działalności szkoły prywatnej, gdyż ciągle kładzie się na takich lekcjach łączonych nacisk na indywidualne podejście do dziecka). Rodzice organizują też dla dzieci uczonych w domu różne spotkania. Na to wszystko dzieci mają czas, ponieważ nie muszą spędzać całych dni w szkole (najczęściej czas w szkole nie jest najefektywniej wykorzystywany).
Czas wolny
Czasu wolnego jest więcej z bardzo prostego powodu: dzieci w domu opanowują materiał w stopniu dobrym w ciągu 1/2 a nawet 1/3 czasu, który spędziłyby na przyswojenie go w szkole. Wynika to z indywidualnego podejścia do dziecka. Zajęcia lekcyjne z rodzicami trwają nie dłużej niż 4-5 godzin dziennie. Resztę czasu można spędzić na skupieniu się na innych potrzebach dziecka. Zwykle dzieci te mają dużo zainteresowań, czytają ponadprzeciętnie dużo, poznają świat przez internet. Mając dużo czasu wcale nie spędzają go przed telewizorem (tylko 6% dzieci nauczanych w domu spędza przed telewizorem więcej niż 3 godziny dziennie, a i to pod kontrolą rodziców, podczas gdy średnia ta dla dzieci szkolnych wynosi 63%).
Inne obawy
Jednym z zagrożeń jakie stwarza edukacja domowa jest fakt, że dzieci mogą być indoktrynowane, molestowane czy krzywdzone w inny sposób przez rodziców, w zaciszu domowym. Kontrargumentem może tu być jednak fakt, że nie można takich rzeczy uniknąć nawet jeśli dzieci chodzą do szkoły, bo nikt nie wie co się z nimi dzieje w domu po lekcjach.
Doświadczenie społeczeństw w których edukacja domowa ma już długą tradycję pokazuje, że dzieci tak nauczane są bardziej zaradne w życiu i żadne z nich nie było ani bezrobotne ani bezdomne, nie korzystało też z pomocy społecznej. Właściwe relacje z rodzicami, którzy wspierają i motywują, rozwijają w dzieciach takie cechy, że już 16-latkowie zakładają swoje małe „przedsięwzięcia/biznesy”.
Reakcja otoczenia
Niestety hasło „edukacja domowa” ciągle wywołuje niesmaczny grymas twarzy urzędników oświatowych w Polsce. Dotyczy to urzędników wszystkich szczebli: od dyrektora szkoły obwodowej do której przypisane jest nasze dziecko ze względu na zameldowanie (musimy zdobyć zgodę na nauczanie dziecka w domu właśnie od niego) aż do ministerstwa oświaty. Wynika to z ciągle małej świadomości edukacji domowej. Przyczyny takiej postawy są różne, ale najbardziej oczywiste wydają się trzy: po pierwsze edukacja domowa zabiera etaty nauczycielom – im mniej dzieci w szkołach tym mniej nauczycieli potrzeba (co ciekawe, w co czwartej rodzinie praktykującej edukację domową jest wykształcony a czasem nawet praktykujący w szkole nauczyciel); po drugie, edukacja domowa zmniejsza środki finansowe szkół – ministerstwo dotuje każdego ucznia w szkole, jeśli uczeń nie jest zapisany do szkoły, to nie dostaje ona pieniędzy (niestety dotacja ta nie wpływa również do portfela rodziców, choć płacą podatki na utrzymanie szkół, z których nie korzystają ich dzieci); po trzecie, edukacja domowa nie sprzyja kontroli umysłów uczniów i niweluje wpływ propagandy w wielu szkołach państwowych.
Społeczeństwo (sąsiedzi, znajomi, rodzina) nieświadome wartości edukacji domowej jest także negatywnie nastawione, jak zresztą do każdego rodzaju inności. Podejście to jednak się zmienia się w miarę poznawania tej metody. W USA jeszcze w latach 80. było tylko kilkanaście tysięcy dzieci nauczanych w domu. Teraz liczba ta przekracza milion! New York Times określił edukację domową jako najszybciej rozwijający się ruch w Stanach Zjednoczonych. Najwięcej zwolenników i praktyków tego ruchu znajduje wśród przedstawicieli biznesu, środowisk akademickich oraz chrześcijan ewangelicznie wierzących.
Trochę statystyk
98% rodzin prowadzących edukację domową to rodziny pełne, z czego 88% mam nie pracuje zawodowo, bo głównie one uczą. Najczęściej edukacja domowa praktykowana jest w rodzinach wielodzietnych. 1/3 ojców zajmuje wysokie, dobrze płatne posady ale kolejne 33% rodzin nie osiąga nawet średniej krajowej dochodów.
83% rodzin to chrześcijanie, ale są też ludzie innych wyznań i religii wśród nauczających w domu. Jednak w Wielkiej Brytanii 60% rodzin prowadzących edukację domową to rodziny bez przekonań religijnych. Decydując się na edukację domową ludzie wymieniają trzy podstawowe motywy: dydaktyczny (większa efektywność nauczania), wychowawczy (budowanie u dziecka pewnego systemu wartości, światopoglądu), opiekuńczy (ochrona przed zagrożeniami emocjonalnymi i fizycznymi jakie stanowi szkoła).
Podsumowanie
Edukacja domowa to właściwie styl życia. Przygotowanie do lekcji wymaga od rodziców czasu i często rezygnacji z pracy zawodowej jednego z nich, co wiąże się z utrzymaniem rodziny z jednej pensji. W naszym kraju jest to bardzo trudne, jednak jest to inwestycja nie tylko w przyszłość dziecka ale również w zacieśnianie więzi rodzinnych.
O Stowarzyszeniu Edukacji Domowej
Tych, którzy chcieliby dowiedzieć się więcej na ten temat odsyłam na strony internetowe: www.edukacjadomowa.piasta.pl oraz www.edukacja.domowa.plprowadzoną przez Stowarzyszenie Edukacji Domowej. Celem stowarzyszenia jest walka o dobre i jasne prawo dotyczące edukacji domowej w Polsce, jednolite zasady egzaminowania dzieci nauczanych w domach (w tej chwili ustala je dyrektor szkoły obwodowej i każdy może ustalić co chce i do tego zmienić zdanie parę razy w roku szkolnym), oraz wzajemna pomoc. Stowarzyszenie planuje organizowanie dużych konferencji raz na rok oraz dwa razy w semestrze seminaria i warsztaty dla rodziców chcących uczyć swoje dzieci. Pomoc metodyczną, pedagogiczną a nawet prawną można będzie znaleźć właśnie na w/w stronach internetowych.
Książka
Więcej informacji można będzie znaleźć w książce Marka Budajczaka „Edukacja domowa”, której drugie wydanie (Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne) powinno znaleźć się w księgarniach pod koniec listopada.
„Wychowuj chłopca odpowiedni do drogi, którą ma iść, a nie zejdzie z niej nawet w starości” (Przypowieści Salomona 22:6)
czwartek, 28 czerwca 2012
sobota, 23 czerwca 2012
Dwadzieścia jeden słów do ojców
Dziś z okazji Dnia Ojca 21 praktycznych porad dla tatusiów od
Douglasa Wilsona (pastora Christ Church w Moscow, Idaho USA). Z
serdecznymi życzeniami :)
1. Kochaj Jezusa Chrystusa i wyrażaj tą miłość poprzez uwielbienie Jego Ojca w mocy Ducha Świętego. Rób to na zgromadzeniach rodziny Bożej w Dzień Pański. Nabożeństwo jest ogromnie ważną sprawą. Bóg uczci tych, którzy czczą Jego (1 Sm 2:30).
2. Kochaj swoje dzieci kochając ich matkę. Kochaj ich matkę kochając jej dzieci. To jest główny sposób w jaki ewangelia powinna być głoszona w twoim domu (Ef 5:25)
3. Ucz je kochać zasady, co nie jest tą samą rzeczą co zwykłe oczekiwanie poddania się zasadom (na jakiś czas). Jest to kwestia lojalnego serca (Prz 23:26). Ucz je kochać zasady (i bycia lojalnym wobec ciebie) samemu kochając zasady (będąc lojalnym wobec nich).
4. Twój ogród Tak powinien zawierać drzewo Nie w nim, nie zaś odwrotnie (Rdz 2:16). Bóg nie jest skąpcem i nie powinieneś Go przedstawiać w taki sposób. W Chrystusie wszystkie obietnice są Tak i Amen (2 Kor 1:20). Przypominaj im Boga, któremu służysz.
5. Daj im Torę, a nie Talmud (Mt 22:40). Prawo Boże jest proste do zrozumienia i łatwo je streścić. Jeśli zasady twojego domu są skomplikowane i bizantyńskie, to masz problem. Dobrze pamiętam podsumowanie zasad mojego ojca, który oczekiwał od nas: „żadnego nieposłuszeństwa, żadnego kłamstwa, żadnego braku respektu wobec twojej mamy”. Widzicie? Życie jest dobre.
6. Uświadom dzieci, że wszyscy potrzebują się nawrócić (Ef 2:3), ale nie czyń tego stosując nierówną wagę i miarę. Jeśli wymagasz od dzieci niemożliwego, stajesz się przyczyną ich potknięcia. Strzeż się koła młyńskiego w prowadzeniu ich do Chrystusa (Mt 18:6).
7. Słuchaj ich. Są ludźmi. Rozmowa z nimi jest możliwa (Prz 18:13)
8. Ich jedzenie, schronienie i odzież są ważniejsze niż twoje zabawki (2 Mj 21:10)
9. Pamiętaj ich schemat dnia (Ps.103:14). Nie przetrzymuj ich czasu na drzemkę ani nie zmuszaj do siedzenia do 23.30 by potem karcić je gdy upadają. Sam zasługujesz wtedy na karę za krytykowanie ich.
10. Jedzcie razem i niech to nie będzie tylko tankowanie. W ten sposób rodziny stają się towarzyszami. Hojność, z której wynika wspólnota stołu to wielka rzecz w Piśmie (Prz 11:25), dlaczego więc miałbyś pozbawić jej twoją rodzinę? Jeśli połowa posiłków jest spożywana nad zlewem, to sam oceń waszą sytuację.
11. Szanuj swoich synów i kochaj swoje córki (Ef 5: 33, 25). Twoje dzieci są różne i te różnice powinny być szanowane. To oczywiście nie znaczy, że nie musisz kochać swoich synów lub respektować córek, ale wskazuje to na kierunek, w którym należy się udać.
12. Opowiadajcie razem historie. Słuchajcie historii razem. Ewangelia jest historią (1 Kor 15:3nn) i prawdziwie poznajemy się nawzajem poznając ten gatunek literacki. Przez opowiadanie historii uświadamiamy sobie, że uczestniczymy w jednej z nich.
13. Zapewnij swoim dzieciom chrześcijańską edukację (Ef 6:4). To musi być prawdziwa edukacja, pełna życia i śmiechu. Sala szkolna to nie kaplica (5 Mj 14:21).
14. Powinieneś pragnąć domu pełnego Pisma, domu pełnego radości, domu pełnego muzyki (Ef 5:19; Kol 3:16). Pobożne wychowywanie jest napełnione Duchem i nie może być napełnione Duchem bez muzyki.
15. Spędzaj z dziećmi dużo czasu i nie obwiniaj się brakiem tzw. „dobrego czasu” (5 Mj 6:4-9).
16. Dyscyplina powinna być darem, a nie szarpaniem. Jeśli bierzesz odwet wobec swoich dzieci, wówczas cała sprawa staje się samolubstwem (Gal 6:1).
17. Dyscyplina powinna być rozważna, a nie stawać się okazją dla ciebie, aby posunąć się do ostateczności. (Prz 18:17). Czasami dzieci mogą prowokować do ich niesprawiedliwego traktowania i potem ponoszą tego konsekwencje, ale ojcowie powinni walczyć o utrzymanie sprawiedliwości w domu. Faworyzowanie dzieci, nawiasem mówiąc, prowadzi do niesprawiedliwości.
18. Ból dyscypliny powinien być ostry, a nie przewlekły. Biblia mówi, że dyscyplina powinna być bolesna (Hbr 12:11), ale nie powinien być to ustawiczny ból tydzień po tygodniu. Strapienie nie jest dyscypliną.
19. Celem dyscypliny jest przywrócenie więzi (Hbr 12:11), a nie karanie. Istnieje różnica pomiędzy dyscypliną i karą. Dyscyplina jest korektą i jest zakończona kiedy korekta jest osiągnięta. Nie jesteś w stanie spowodować aby wszystkie dzieci spędzały tyle samo czasu w kadzi ze względu na "równość".
20. Podzielona dyscyplina jest niebezpieczna. Ojciec i matka powinni być w tej sprawie razem. Pismo wymaga szacunku dla obojga rodziców (Wj 20:12), a więc powinni ze sobą współpracować. Nie pozwalaj dzieciom stosować taktyki "dziel i rządź".
21. Przygotuj ich do niezależności (Rdz 2:24). Nie popełniaj błędu lekceważąc grzech, gdy jest mały i słodki, aby próbować rozprawić się z nim później, kiedy wszystko zaczyna wyglądać o wiele bardziej poważnie.
I znów – pamiętaj, że Jezus jest zawsze celem.
tłum. Paweł i Jola Bartosik
1. Kochaj Jezusa Chrystusa i wyrażaj tą miłość poprzez uwielbienie Jego Ojca w mocy Ducha Świętego. Rób to na zgromadzeniach rodziny Bożej w Dzień Pański. Nabożeństwo jest ogromnie ważną sprawą. Bóg uczci tych, którzy czczą Jego (1 Sm 2:30).
2. Kochaj swoje dzieci kochając ich matkę. Kochaj ich matkę kochając jej dzieci. To jest główny sposób w jaki ewangelia powinna być głoszona w twoim domu (Ef 5:25)
3. Ucz je kochać zasady, co nie jest tą samą rzeczą co zwykłe oczekiwanie poddania się zasadom (na jakiś czas). Jest to kwestia lojalnego serca (Prz 23:26). Ucz je kochać zasady (i bycia lojalnym wobec ciebie) samemu kochając zasady (będąc lojalnym wobec nich).
4. Twój ogród Tak powinien zawierać drzewo Nie w nim, nie zaś odwrotnie (Rdz 2:16). Bóg nie jest skąpcem i nie powinieneś Go przedstawiać w taki sposób. W Chrystusie wszystkie obietnice są Tak i Amen (2 Kor 1:20). Przypominaj im Boga, któremu służysz.
5. Daj im Torę, a nie Talmud (Mt 22:40). Prawo Boże jest proste do zrozumienia i łatwo je streścić. Jeśli zasady twojego domu są skomplikowane i bizantyńskie, to masz problem. Dobrze pamiętam podsumowanie zasad mojego ojca, który oczekiwał od nas: „żadnego nieposłuszeństwa, żadnego kłamstwa, żadnego braku respektu wobec twojej mamy”. Widzicie? Życie jest dobre.
6. Uświadom dzieci, że wszyscy potrzebują się nawrócić (Ef 2:3), ale nie czyń tego stosując nierówną wagę i miarę. Jeśli wymagasz od dzieci niemożliwego, stajesz się przyczyną ich potknięcia. Strzeż się koła młyńskiego w prowadzeniu ich do Chrystusa (Mt 18:6).
7. Słuchaj ich. Są ludźmi. Rozmowa z nimi jest możliwa (Prz 18:13)
8. Ich jedzenie, schronienie i odzież są ważniejsze niż twoje zabawki (2 Mj 21:10)
9. Pamiętaj ich schemat dnia (Ps.103:14). Nie przetrzymuj ich czasu na drzemkę ani nie zmuszaj do siedzenia do 23.30 by potem karcić je gdy upadają. Sam zasługujesz wtedy na karę za krytykowanie ich.
10. Jedzcie razem i niech to nie będzie tylko tankowanie. W ten sposób rodziny stają się towarzyszami. Hojność, z której wynika wspólnota stołu to wielka rzecz w Piśmie (Prz 11:25), dlaczego więc miałbyś pozbawić jej twoją rodzinę? Jeśli połowa posiłków jest spożywana nad zlewem, to sam oceń waszą sytuację.
11. Szanuj swoich synów i kochaj swoje córki (Ef 5: 33, 25). Twoje dzieci są różne i te różnice powinny być szanowane. To oczywiście nie znaczy, że nie musisz kochać swoich synów lub respektować córek, ale wskazuje to na kierunek, w którym należy się udać.
12. Opowiadajcie razem historie. Słuchajcie historii razem. Ewangelia jest historią (1 Kor 15:3nn) i prawdziwie poznajemy się nawzajem poznając ten gatunek literacki. Przez opowiadanie historii uświadamiamy sobie, że uczestniczymy w jednej z nich.
13. Zapewnij swoim dzieciom chrześcijańską edukację (Ef 6:4). To musi być prawdziwa edukacja, pełna życia i śmiechu. Sala szkolna to nie kaplica (5 Mj 14:21).
14. Powinieneś pragnąć domu pełnego Pisma, domu pełnego radości, domu pełnego muzyki (Ef 5:19; Kol 3:16). Pobożne wychowywanie jest napełnione Duchem i nie może być napełnione Duchem bez muzyki.
15. Spędzaj z dziećmi dużo czasu i nie obwiniaj się brakiem tzw. „dobrego czasu” (5 Mj 6:4-9).
16. Dyscyplina powinna być darem, a nie szarpaniem. Jeśli bierzesz odwet wobec swoich dzieci, wówczas cała sprawa staje się samolubstwem (Gal 6:1).
17. Dyscyplina powinna być rozważna, a nie stawać się okazją dla ciebie, aby posunąć się do ostateczności. (Prz 18:17). Czasami dzieci mogą prowokować do ich niesprawiedliwego traktowania i potem ponoszą tego konsekwencje, ale ojcowie powinni walczyć o utrzymanie sprawiedliwości w domu. Faworyzowanie dzieci, nawiasem mówiąc, prowadzi do niesprawiedliwości.
18. Ból dyscypliny powinien być ostry, a nie przewlekły. Biblia mówi, że dyscyplina powinna być bolesna (Hbr 12:11), ale nie powinien być to ustawiczny ból tydzień po tygodniu. Strapienie nie jest dyscypliną.
19. Celem dyscypliny jest przywrócenie więzi (Hbr 12:11), a nie karanie. Istnieje różnica pomiędzy dyscypliną i karą. Dyscyplina jest korektą i jest zakończona kiedy korekta jest osiągnięta. Nie jesteś w stanie spowodować aby wszystkie dzieci spędzały tyle samo czasu w kadzi ze względu na "równość".
20. Podzielona dyscyplina jest niebezpieczna. Ojciec i matka powinni być w tej sprawie razem. Pismo wymaga szacunku dla obojga rodziców (Wj 20:12), a więc powinni ze sobą współpracować. Nie pozwalaj dzieciom stosować taktyki "dziel i rządź".
21. Przygotuj ich do niezależności (Rdz 2:24). Nie popełniaj błędu lekceważąc grzech, gdy jest mały i słodki, aby próbować rozprawić się z nim później, kiedy wszystko zaczyna wyglądać o wiele bardziej poważnie.
I znów – pamiętaj, że Jezus jest zawsze celem.
tłum. Paweł i Jola Bartosik
środa, 20 czerwca 2012
Bóg jako prawda czy opcja dla naszych dzieci?
Doktryna chrztu niemowląt wybija nam z rąk przekonanie o niezależności i
samostanowieniu. Dlatego wielu ludzi jej nie lubi: zarówno
niechrześcijanie (co nie dziwi), jak i niektórzy wierzący (co może
dziwić). Niektórych ta praktyka irytuje ponieważ dowiadują się, że nie
wszystko zależy od nich: "Jak to?! Dlaczego ktoś ma decydować o mnie? Dlaczego ja mam decydować za moje dziecko?"
Wszak współczesna tendencja jest dokładnie odwrotna: Niech dzieci same
wybiorą co chcą. My zaś musimy uczyć ich dojrzałych wyborów zaczynając
od najwcześniejszych lat. Gdy podrosną to zobaczą czy jest to religia
dla nich. Niczego nie narzucajmy, do niczego nie przymuszajmy. Wskazujmy
korzyści tego co my uznaliśmy za prawdę i czekajmy na odpowiedź naszego
syna lub córki.
Nie powinno nas to dziwić jeśli powyższe słowa wypowiada człowiek niewierzący. Doskonale bowiem zdaje sobie sprawę, że tego typu postawa pomoże dziecku w... niewierze. Ateista, który twierdzi: "niech dziecko samo wybierze gdy dorośnie. Ty nie decyduj za niego" – nie mówi tych słów ze względu na troskę o nasze dzieci. Wie natomiast, że jest to dobrze działająca metoda prowadzenia ich do niewiary.
Jednocześnie sam swojego syna i córkę bynajmniej nie wychowuje w neutralności, otwartości na inne nurty, religie. Stanowczo odmawia odwiedzenia z dzieckiem nabożeństwa protestanckiego, Sali Królestwa, meczetu, przeczytania mu Biblii, Koranu i Strażnicy pośród wielu innych książek – by dziecko wiedziało jaki ma wybór. Co więcej - przemilcza istnienie Adama, Ewy, Abrahama, Mojżesza, Dawida, Jezusa, przejście przez Morze Czerwone, dziewicze poczęcie, wskrzeszenie Łazarza, zmartwychwstanie. Jeśli już gdzieś na ten temat wspomina to oczywiście jako o mitach i starożytnych baśniach. "Otwartość", prawda? "Wybór". "Wskazywanie różnych możliwości". Tak to chyba jest nazywane.
Idąc dalej: nie spotkałem ani jednego niewierzącego rodzica, który pyta dziecko czy chce się ono pomodlić przed posiłkiem. Innymi słowy, wychowuje dziecko w duchu niewiary, nieobecności Boga we wszystkim czym żyje i oddycha. Jednocześnie sprzeciwia się chrześcijańskiemu wychowaniu, chrzczeniu niemowląt, nauczaniu od maleńkości katechezy ponieważ zbyt jednoznacznie "narzucają" dziecku określone spojrzenie na świat. Oczywiście inne od jego spojrzenia. To bardzo irytujące.
Niestety wielu wierzących rodziców podąża tym tropem. Sądzą, że ich zadaniem jest wskazywanie dziecku możliwości (z których Jezus jest optymalnym rozwiązaniem), zaś ono samo wybierze co jest odpowiednią drogą. Jeśli zdecyduje się zaufać Jezusowi - chwała Bogu! Alleluja! Udało się! Trafiłeś w dziesiątkę! Jeśli jednak stawiamy dziecko w roli niezależnego decydenta to już upadliśmy dlatego, że jeśli nie my to jego serce i umysł będą kształtowali współcześni "prorocy": gwiazdy telewizji, sceny muzycznej, internet, dzisiejsi "uczeni w Piśmie", "autorytety lansowane przez media itp.
W zasadzie mamy dwie drogi. Albo pokazujemy dzieciom Jezusa jako "Drogę Prawdę i Życie" (Jn 14:6) i dziecko wyrasta w tej prawdzie jako oczywistości nie pamiętając dnia, w którym nie kochało Jezusa ponieważ zawsze był on obecny w ich życiu nie tylko w kościele, ale i w domu, szkole, przed posiłkiem... Albo pokazujemy Boga jako opcję, którą, jeśli chcą, mogą wybrać i postawić na pierwszym miejscu. Jeżeli decydujemy się na drugie rozwiązanie to nie dziwmy się, że wiele chrześcijańskich dzieci gdy dorasta traktuje Jezusa jako opcję, która ma równie atrakcyjnych konkurentów: Buddę, B. Russela, R. Dawkinsa, sceptycyzm, agnostycyzm, nihilizm, hedonizm itp. I jak tu się za kimś/czymś opowiedzieć skoro jest tak wiele możliwości? Lepiej ciągle króliczka gonić niż złapać. To na pewno zyska aprobatę współczesnych środowisk uniwersyteckich. Przynajmniej ten jeden dogmat nie może być podważany.
Nie powinno nas to dziwić jeśli powyższe słowa wypowiada człowiek niewierzący. Doskonale bowiem zdaje sobie sprawę, że tego typu postawa pomoże dziecku w... niewierze. Ateista, który twierdzi: "niech dziecko samo wybierze gdy dorośnie. Ty nie decyduj za niego" – nie mówi tych słów ze względu na troskę o nasze dzieci. Wie natomiast, że jest to dobrze działająca metoda prowadzenia ich do niewiary.
Jednocześnie sam swojego syna i córkę bynajmniej nie wychowuje w neutralności, otwartości na inne nurty, religie. Stanowczo odmawia odwiedzenia z dzieckiem nabożeństwa protestanckiego, Sali Królestwa, meczetu, przeczytania mu Biblii, Koranu i Strażnicy pośród wielu innych książek – by dziecko wiedziało jaki ma wybór. Co więcej - przemilcza istnienie Adama, Ewy, Abrahama, Mojżesza, Dawida, Jezusa, przejście przez Morze Czerwone, dziewicze poczęcie, wskrzeszenie Łazarza, zmartwychwstanie. Jeśli już gdzieś na ten temat wspomina to oczywiście jako o mitach i starożytnych baśniach. "Otwartość", prawda? "Wybór". "Wskazywanie różnych możliwości". Tak to chyba jest nazywane.
Idąc dalej: nie spotkałem ani jednego niewierzącego rodzica, który pyta dziecko czy chce się ono pomodlić przed posiłkiem. Innymi słowy, wychowuje dziecko w duchu niewiary, nieobecności Boga we wszystkim czym żyje i oddycha. Jednocześnie sprzeciwia się chrześcijańskiemu wychowaniu, chrzczeniu niemowląt, nauczaniu od maleńkości katechezy ponieważ zbyt jednoznacznie "narzucają" dziecku określone spojrzenie na świat. Oczywiście inne od jego spojrzenia. To bardzo irytujące.
Niestety wielu wierzących rodziców podąża tym tropem. Sądzą, że ich zadaniem jest wskazywanie dziecku możliwości (z których Jezus jest optymalnym rozwiązaniem), zaś ono samo wybierze co jest odpowiednią drogą. Jeśli zdecyduje się zaufać Jezusowi - chwała Bogu! Alleluja! Udało się! Trafiłeś w dziesiątkę! Jeśli jednak stawiamy dziecko w roli niezależnego decydenta to już upadliśmy dlatego, że jeśli nie my to jego serce i umysł będą kształtowali współcześni "prorocy": gwiazdy telewizji, sceny muzycznej, internet, dzisiejsi "uczeni w Piśmie", "autorytety lansowane przez media itp.
W zasadzie mamy dwie drogi. Albo pokazujemy dzieciom Jezusa jako "Drogę Prawdę i Życie" (Jn 14:6) i dziecko wyrasta w tej prawdzie jako oczywistości nie pamiętając dnia, w którym nie kochało Jezusa ponieważ zawsze był on obecny w ich życiu nie tylko w kościele, ale i w domu, szkole, przed posiłkiem... Albo pokazujemy Boga jako opcję, którą, jeśli chcą, mogą wybrać i postawić na pierwszym miejscu. Jeżeli decydujemy się na drugie rozwiązanie to nie dziwmy się, że wiele chrześcijańskich dzieci gdy dorasta traktuje Jezusa jako opcję, która ma równie atrakcyjnych konkurentów: Buddę, B. Russela, R. Dawkinsa, sceptycyzm, agnostycyzm, nihilizm, hedonizm itp. I jak tu się za kimś/czymś opowiedzieć skoro jest tak wiele możliwości? Lepiej ciągle króliczka gonić niż złapać. To na pewno zyska aprobatę współczesnych środowisk uniwersyteckich. Przynajmniej ten jeden dogmat nie może być podważany.
Świat jako szkolna klasa
Kiedy uczysz w domu, całe życie staje się okazją do edukacji i zastosowania słów z Księgi Powtórzonego Prawa 6:6-8 nt. codziennego uczniostwa dzieci - w kuchni, samochodzie, biurze, ogrodzie, na podwórku, w każdym miejscu. Nie jesteś związany ograniczeniami masowej edukacji, uczeniem "kiedy" i "gdzie". Znajdujesz okazje do uczenia w każdym możliwej sytuacji i środowisku. Przyjmujesz rolę nauczyciela dla swoich dzieci we wszystkich dziedzinach życia: akademickim, fizycznie i duchowo.
Kiedy uczysz domowo, świat jest twoją klasą.
źródło: visionforum.com
środa, 15 lutego 2012
czwartek, 12 stycznia 2012
Zapraszam na mój codzienny blog
Zapraszam na mój codzienny blog. Tam dowiesz się więcej nie tylko na temat edukacji domowej.
Adres: pbartosik.pl
Adres: pbartosik.pl
wtorek, 27 grudnia 2011
W Radio Gdańsk o naszej akcji SwietaBezSzopki.pl
TUTAJ (po tekstem red. Włodka Raszkiewicza) można odsłuchać audycji z Radia Gdańsk (z moim udziałem) na temat świątecznej akcji SwietaBezSzopki.pl
Brzydkie kaczątko (opowieść wigilijna nie tylko dla dzieci)
Dziś podzielę się z Wami rozważaniem Andrzeja Polaszka - pastora naszego kościoła w Poznaniu.
Każda dobra i prawdziwa opowieść mówi o Chrystusie. W każdej mądrej i pięknej baśni możemy go odnaleźć. On jest dzielnym Rycerzem, który pokonuje smoka (Szatana), uwalnia Piękną (Kościół) i zdobywa jej serce, a w nagrodę zasiada na tronie. On jest również … Brzydkim Kaczątkiem.
Brzydkie Kaczątko od samego początku było tym, kim było. Łabędziem. Królewskim ptakiem, budzącym podziw i respekt dalszych krewniaków. Pojawiło się w niecodziennym otoczeniu, w postaci niedojrzałej, a przez to pozbawionej zewnętrznych atrybutów królewskiego majestatu. Niemniej jednak, do królewskiego rodu należało od samego początku. Co ciekawe, wyglądało dokładnie tak, jak powinno było wyglądać biorąc pod uwagę czas, swój młody wiek. Jedynie ignorancja otoczenia spowodowała, iż wyglądając jak młody łabędź zostało uznane za wyjątkowo brzydkie kaczątko. Nierozpoznane, a w konsekwencji odrzucone, odchodzi. Ale kiedy powraca nikt nie może już zaprzeczyć, że to królewski ptak. Jego splendor i majestat stają się jawne dla największych nawet ignorantów i niedowiarków.
Chrystus pojawił się na tym świecie dokładnie w taki sposób, jak to zapowiedzieli prorocy. W oczach ludzi nie wyglądał jednak na Króla. Nierozpoznany, a w konsekwencji odrzucony. Nie dlatego, że był nierozpoznawalny. Wszystko odbyło się przecież dokładnie tak, jak miało się odbyć. Jedynie ignorancja otoczenia, oczy i serca zamknięte na Boże Słowo, spowodowały, że młody Król nie został uznany za Króla. Nadejdzie jednak dzień, w którym Jego panowanie objawi się w taki sposób, że nikt, największy nawet sceptyk i szyderca nie zaprzeczy, że Jezus Chrystus jest Królem królów i Panem panów.
Każda dobra i prawdziwa opowieść mówi o Chrystusie. W każdej mądrej i pięknej baśni możemy go odnaleźć. On jest dzielnym Rycerzem, który pokonuje smoka (Szatana), uwalnia Piękną (Kościół) i zdobywa jej serce, a w nagrodę zasiada na tronie. On jest również … Brzydkim Kaczątkiem.
Brzydkie Kaczątko od samego początku było tym, kim było. Łabędziem. Królewskim ptakiem, budzącym podziw i respekt dalszych krewniaków. Pojawiło się w niecodziennym otoczeniu, w postaci niedojrzałej, a przez to pozbawionej zewnętrznych atrybutów królewskiego majestatu. Niemniej jednak, do królewskiego rodu należało od samego początku. Co ciekawe, wyglądało dokładnie tak, jak powinno było wyglądać biorąc pod uwagę czas, swój młody wiek. Jedynie ignorancja otoczenia spowodowała, iż wyglądając jak młody łabędź zostało uznane za wyjątkowo brzydkie kaczątko. Nierozpoznane, a w konsekwencji odrzucone, odchodzi. Ale kiedy powraca nikt nie może już zaprzeczyć, że to królewski ptak. Jego splendor i majestat stają się jawne dla największych nawet ignorantów i niedowiarków.
Chrystus pojawił się na tym świecie dokładnie w taki sposób, jak to zapowiedzieli prorocy. W oczach ludzi nie wyglądał jednak na Króla. Nierozpoznany, a w konsekwencji odrzucony. Nie dlatego, że był nierozpoznawalny. Wszystko odbyło się przecież dokładnie tak, jak miało się odbyć. Jedynie ignorancja otoczenia, oczy i serca zamknięte na Boże Słowo, spowodowały, że młody Król nie został uznany za Króla. Nadejdzie jednak dzień, w którym Jego panowanie objawi się w taki sposób, że nikt, największy nawet sceptyk i szyderca nie zaprzeczy, że Jezus Chrystus jest Królem królów i Panem panów.
Bóg przychodzi i "miesza"
Lubię to coroczne zamieszanie wokół Bożego Narodzenia! Ono miało miejsce również 2 tysiące lat temu. Niektórym nie w smak było, że urodził się ktoś uważany na Króla. Dziś natomiast nie w smak niektórym jest to, że mamy w kalendarzu Jego urodziny i za głośno, za tłumnie, za obficie je obchodzimy. Chcieliby złoto kadzidło i mirrę zastąpić "symbolicznym" podarkiem "z serca", pogańskich mędrców (reprezentujących narody) zastąpić "Jezusem w sercu", pasterzy udających się do Betlejem - samotną kontemplacją, zaś mnóstwo wojsk niebieskich chwalących Boga - świętym spokojem, ciszą. Och, jak lubię to "zamieszanie"! W końcu Bóg przyszedł na świat! Alleluja!!!
Subskrybuj:
Posty (Atom)




